Ideały, a życie

Staram się pracować nad sobą, nie pisać o wszystkim, pisać o konkretnych zjawiskach, które mnie dotykają szczególnie. Był tekst szeroko ogólny, teraz chciałbym się skupić na specjalizacjach kierunkowych.

Czy ideologia jest światopoglądem? Absolutnie nie. To jest wierutna bzdura. To nie jest droga rozumienia otaczającego świata. To po prostu szlak, którym podążamy, które jesteśmy wierni i mając klapki na oczach nie spoglądamy na boki. I tak powinno być, bo albo w coś zawierzę, albo jestem głupcem bez rozumu.

Ideologię przyjmuje z różnych powodów. Niewielu ludzi może się z nią utożsamiać tak naprawdę. To sposób dopasowania się do grupy, której część chcemy stanowić. Czy wiara w Boga jest silną potrzebą każdego człowieka? To tylko metoda na przynależność właśnie, strach przed odtrąceniem. Nikt nie chce być czarną owcą, chyba, że stanowi to dla niego główny punkt odniesienia. I taka jest ideologia. Może to tylko bunt aspołeczny, może coś znacznie większego.

Każdy pogląd ma inne założenia, ale każdy ma przynieść nagrodę za słuszną koncepcję. Ta wizja poglądowa to nic innego jak wiara. Odrzucenie na bok innych spojrzeń i skupienie się na tym jednym, mającym pomóc mi osiągnąć zamierzony cel. Nie wszystko co w życiu zrobiłem, robię i zrobię jest zgodne w pełni ze mną, ale przynajmniej pozostaje w szerokich ramionach poglądowych.

Gdy piszę te wszystkie słowa to jestem ich pewnych. Bo mam drużkę z solidną podbudową, wkrótce pojawi się na niej warstwa wiążąca z mieszanki bitumicznej, a potem, o ile jest to trafiona idea - warstwa ścieralna. Wiele rzeczy nie rozumiem, wiele rzeczy nie umiem zrozumieć i nie chcę, a wiele chcę, a nie umiem. I nigdy umiał nie będę.

Jest sobie młody człowiek, aspiruje do lepszego życia. Zazdrości innym. Jest inteligentny. Wierzy, że osiągnie sukces i kroczy, po malutku, ku górze, rozpycha się łokciami i spycha - wydawać by się mogło - lepszych, mądrzejszych, silniejszych. Rozpoczyna pracę w biurze poselskim. Wcześniej wcale nie był zwolennikiem tej partii, raptem kilka punktów programowych jest w zgodzie z jego "ja".

Staje więc na rozstaju dróg. Albo podąży za ideałami i zostanie szarym człowieczkiem, albo się zaprzeda i osiągnie dużo więcej. Awansuje, potem zostanie dyrektorem biura tegoż posła i zacznie myśleć tak jak on. Jego mistrz, który jest bydlakiem i nie chodzi mu o nic konkretnego. Ale dzięki temu potem zostaje posłem, żyje dostatnio, awansuje w hierarchii tejże partii politycznej, w końcu mistrz odsuwa się na bok, ten z którym szedł coraz wyżej. Tamta afera zabiła w nim chęć walki.

Teraz ten młody chłopak z prowincji staje na czele największej opozycyjnej partii, która nie była nawet w Sejmie, kiedy zaczynał swój marsz. Za kilka miesięcy odbędą się wybory i zostanie premierem. Najważniejszym człowiekiem w państwie. Wielkim autorytetem, wreszcie będzie mógł wypowiedzieć swoje ideały, nie zwracając uwagi czy to się komuś spodoba czy nie. I tak to kupią. Ale nie ma już tamtych ideałów, są inne. Gorsze. Może lepsze dla niego samego. Podjął decyzję lata temu i wygrał.

Tyle jest wart światopogląd, to znaczy kwestią jest tylko za ile jestem gotowy się go wyzbyć w imię dobrobytu. Czego chcecie? Domu, prestiżu, pieniędzy? A może zaimponować dziewczynie czy chłopakowi? Brzydzę się Wami, sobą zresztą też...