Szkoła to nie jest zwykła firma

Od kilku lat przez media i nie tylko przetacza się burza na temat pracy nauczycieli w Polsce. Profesor Leszek Balcerowicz uznał belfrów za wyjątkowo roszczeniową grupę, która tylko myśli o swojej pensji i długich wakacjach, a przed tablicą spędza mniej godzin, niż nauczyciele w innych krajach. Czy miał rację?

Przyjrzyjmy się kilku kwestiom związanym z tym zagadnieniem.

Czas pracy

Według art. 128 Kodeksu Pracy, czasem pracy jest czas, w którym pracownik pozostaje do dyspozycji dyrektora czy szefostwa danego zakładu pracy, w samym zakładzie lub innym miejscu wyznaczonym. Nauczyciele w szkole najczęściej nie przebywają ośmiu godzin, ale czy to jedyna taka grupa zawodowa? Przecież w wielu firmach pracownicy mają elastyczny czas pracy, część zadań wykonują w domu czy w terenie i również nie siedzą ośmiu godzin w biurze. Dlaczego więc takie wołanie o ośmiogodzinne przebywanie w szkole?

Prawdą jest, że duża grupa nauczycieli wolałaby spędzić w szkole więcej godzin, aby po przyjściu do domu nie zajmować się już rzeczami związanymi ze szkołą, ale polskie szkoły nie są do tego w ogóle przystosowane. Niestety, pokoje nauczycielskie często nie mieszczą nawet połowy pracujących tam nauczycieli, nie mówiąc już o braku stanowisk do pracy, aby np. przygotować się do zajęć czy sprawdzić prace klasowe uczniów. A ilu nauczycieli może skorzystać ze szkolnego komputera czy drukarki?

Długie wakacje

Faktycznie, nauczyciele mają więcej dni wolnych niż inne grupy zawodowe, jednak to nie są wcale dwa miesiące wakacji, jak sądzi się powszechnie. Każdy nauczyciel musi być do dyspozycji dyrektora od połowy sierpnia i w większości szkół nauczyciele mają dyżury również na początku lipca (związane np. z przyjmowaniem nowych uczniów czy porządkowaniem dokumentacji).

Pensje

Pani minister bardzo lubi podkreślać, że nauczyciele dyplomowani zarabiają ponad 5 tysięcy złotych. Tyle teoria ministerialna, a jak to wygląda w praktyce? Może garstka nauczycieli tyle dostaje z wszelkimi możliwymi dodatkami, ale zdecydowana większość nauczycieli dyplomowanych z wieloletnim stażem dostaje na rękę 2500 - 2700 zł. Czy to jest naprawdę dużo za codzienny stres? A na dodatkach dyrektorzy ostatnio mocno oszczędzają i nawet dodatki motywacyjne mogą wynieść aż 0 zł.

Jakość pracy

Oczywiście, jak w każdej grupie zawodowej, także wśród nauczycieli są ignoranci czy zwykłe lenie. Jednak absolutnie nie można tak powiedzieć o szerokiej grupie ambitnych i zaangażowanych belfrów. A w kwestii jakości pracy jeszcze jedna rzecz jest istotna. Im większa gromada uczniów, tym trudniej o wysoki poziom nauczania. Obecnie jest tendencja do łączenia klas i zwalniania nauczycieli, co sprawia, że jednostki klasowe liczą prawie 40 uczniów. Czy w takiej ilości można walczyć o efektywne wyniki pracy? Kiedy wreszcie kolejni ministrowie i ekonomiści zrozumieją, że im mniejsza klasa, tym wyższy poziom nauczania. Najlepsze efekty uzyskuje się przy 15 – 20 uczniach w klasie. Tylko wtedy można nawiązać kontakt z każdym uczniem i sensownie poprowadzić jego edukację.

Podsumowując - nie oszczędzajmy na szkole, na wydatkach na szkolnictwo, jeżeli nie chcemy mieć społeczeństwa ludzi niedouczonych i sfrustrowanych. Trudno nie zgodzić się z Pawłem Huelle, który stwierdził, że mówienie o leniwych nauczycielach i o Karcie Nauczyciela, która podobno zbyt wiele kosztuje budżet państwa i samorządy, ma na celu zagłuszenie faktu, że w najbliższych latach na bruk pójdzie mnóstwo nauczycieli. I to, co się teraz dzieje jest po prostu kampanią medialną, która ma to uzasadnić.