Wpływ fatum na los człowieka

Człowiek, jako rozumna istota dąży do własnego szczęścia i czynienia świata poddanym sobie. Zdobywa coraz to dalsze zakątki świata, wiedzę pozwalającą mu tworzyć i budować doskonalszą cywilizację. Jako świadomy byt ma też swoje cele i priorytety w skali jednostki.

Dobiera zasady postępowania w życiu, czy to własne, bądź to przyjęte wraz z religią, społecznością, do której przynależy. Czy jest jednak w stanie okiełznać wszystkie siły przyrody, zrządzenia losu, czy na drodze jego istnienia i tworzenia nie rodzą się przeciwności, którym nie jest w stanie podołać, na które nie ma żadnego wpływu?

Pieśń chóru, Stasimon IV tragedii „Król Edyp” nie pozostawia żadnych złudzeń, co do odpowiedzi na to pytanie. Ludzie są bezsilni wobec sił wyższych. „O śmiertelnych pokolenie! Życie wasze, to cień cienia.” - sam wstęp gasi wszelką nadzieję. Człowiek to efemeryda, drobina we wszechświecie. Jego życie jest znikome, bez znaczenia, nietrwałe, łatwo je skończyć, zmienić, zaplanować z góry. Choćby wydawało się komu, że wiedzie godziwe życie, realizuje własne cele, czas nieubłaganie zweryfikuje iż były to jedynie płonne marzenie, ułuda, niejako sny, tyleż piękne, co niestety nieprawdziwe. Nie sposób nawet nazwać kogokolwiek spośród żyjących szczęśliwym, bowiem sam fakt jego narodzin jest tożsamy z nieszczęściem.

Potwierdzeniem tej idei jest postać Edypa, do której nawiązuje chór. Pomimo chwały i szacunku, jakim darzono go będąc władcą Teb, zadowolenia ludu ze sprawowanych rządów i rycerskiej postawy w obronie poddanych, zabił własnego ojca i ożenił się ze swoją matką, Jokastą.

Ojciec Edypa, Lajos wierząc przepowiedni głoszącej, że zabije go własny syn, który później poślubi jego żonę, a własną matkę postanowił pozbyć się potomka. Nie mając serca do zabicia własnego dziecka, porzucił je w górach i zranił jego stopy, by ten doczekał pewnej śmierci, nie mogąc szukać ratunku. Pasterz znalazłszy dziecię oddał je, by chłopiec trafił do władców Koryntu. Królowa nie mogąc mieć własnego potomstwa, wychowała chłopca, jak swego. Objąwszy tron na jednej z uczt usłyszał, jakoby był znajdą, podrzutkiem. Dociekając prawdy udaje się do wyroczni, która oznajmia mu, podobnie jak ojcu, że poślubi własną matkę, a ojca zabije. Świadom faktu adoptowania go, tudzież mając na uwadze nieprawdę w tym względzie rusza w świat by z dala od swoich zmniejszyć szansę spełnienia przepowiedni. W drodze spotyka grupę podróżujących, w wywiązanej bójce ginie z jego ręki starzec, Lajos - ojciec Edypa. Nieświadom czynu swego Edyp podróżuje dalej, by wreszcie uratować Teby przed nękającym go Sfinksem. W nagrodę dostaję rękę królowej, Jokasty - matki bohatera. Po okresie szczęścia, powicia potomstwa dla władcy Teb Edypa i jego ludu nadchodzą gorzkie czasy. Nękani chorobami, zarazami, nieurodzajem ludzie dociekają przyczyny i sposobu rozwiązania. Okazuję się, że nieszczęścia ustąpią, kiedy znaleziony zostanie zabójca Lajosa, na dodatek dopuszczający się kazirodztwa i wygnany z miasta. Poszukiwania trwają, ale Edyp nieświadom swych czynów dopatruje się spisku. Wreszcie za sprawą wróżbity i sługi dociera do niego, czego się dopuścił. Jokasta popełnia samobójstwo, zaś on sam oślepia się i opuszcza miasto w rozpaczy.

Edyp to typ bohatera tragicznego. Tragiczna ironia losu sprawia, że dobry władca, pełen troski i miłości do swojego ludu, staje się nędzarzem, żebrakiem i tułaczem. Paradoksalnie do klęski prowadzi go własna wielkość, jako człowieka i króla. Gdyby z tak wielkim uporem nie dążył do poznania prawdy, nie doszłoby do odsłonięcia jego nieświadomych zbrodni. Jego tragedia jest o tyle większa, że dosięga go nie tylko los zapisany przez bogów, ale również jego własna klątwa rzucona na mordercę Lajosa, gdy jeszcze nie wiedział, że sam nim jest. To człowiek, którego tragedią jest niewiedza, a klęską poznanie.

Los, którego doświadczył z pewnością budzi trwogę. Trudno powstrzymać się od refleksji, że każdemu mogło się to przytrafić. Nawet chór potwierdza tę tezę słowami pieśni:
Los ten, co ciebie, Edypie, spotyka,
Jest mi jakby głosem żywym,
Bym żadnego śmiertelnika
Nie zwał już szczęśliwym.

Myśląc o Edypie i jego tragedii nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest on jedynie uosobieniem, ucieleśnieniem wpływu Fatum, siły wyższej na człowieka. Czymże jednak jest Fatum? Czy aby przyczyną tej destrukcyjnej mocy nie była natura ludzka? Znając przepowiednię próbował przed nią uciec. Zamiary bohatera stale mijały się z celem. Im bardziej starał się uciec od przeznaczenia, tym bardziej nieszczęścia się do niego przybliżały. Co byłoby, gdyby nie ufał przepowiedniom, gdyby nie podjął żadnego działania i zbagatelizował je? Czy „Król Edyp” nie ukazuje, że największym nieszczęściem dla człowieka jest on sam? Wystarczy zasiać ziarno, by zbierać plony. Słowa przepowiedni, raz wypowiedziane, ustaliły losy człowieka. Świadomi tego bogowie zakpili boleśnie z nas, z Edypa niszcząc go kilkoma słowy. Czyż na przestrzeni dziejów nie jest to jedna z najbardziej uniwersalnych prawd? Wystarczyły słowa szaleńca, by wielu ruszyło zgładzić miliony istnień niewinnych ludzi. Wystarczy słowo: kryzys, by świat pogrążał się w stagnacji gospodarczej obecnie. Czyż to nie „ludzie ludziom zgotowali ten los”?